fbpx

No i pogadali… Co wspólnego mają ze sobą wieża Babel i Zesłanie Ducha Świętego?

Artykuł pochodzi ze strony www.bibliotekarobsona.pl

Każdy z nas zna opowieść o wieży Babel. Dla przeciętnego dzieciaka to jedna z ciekawszych historii biblijnych, pokazujących losy ludzkości u samych jej początków. Dla dorosłych zaś, to czasem naiwna wręcz historyjka zakrawająca na bajeczkę.

Natomiast Zesłanie Ducha Świętego to trochę co innego. Przede wszystkim to historia z Nowego Testamentu – a więc dużo bliższa czasowo i trochę bardziej realistyczna. Owszem, wydarzenie jest totalnie niezwykłe i spektakularne, jednak chrześcijanin łatwiej przełknie tę opowieść.

Pozornie zupełnie różne wydarzenia, paradoksalnie mają ze sobą wiele wspólnego.

Zapraszam na podróż przez oba testamenty…

Niech się mury pną do góry…

Na początek szybkie przypomnienie historii wieży Babel. Fragment Księgi Rodzaju (zob. Rdz 11,1-9) opisuje czasy tuż po potopie, gdy wszyscy ludzie na ziemi posługiwali się tym samym językiem. Wędrując przez świat, zatrzymali się wreszcie w kraju Szinear i postanowili zbudować tam miasto i wieżę, która będzie sięgać nieba. Miała być ona symbolem ich potęgi i znakiem jednoczącym ich ze sobą. Pan Bóg jednak postanowił zapobiec ich staraniom i pomieszał im języki. Ludzie nie mogąc dogadać się między sobą, porzucili plac budowy i rozproszyli się po całym świecie. Stąd wzięła się też nazwa miasta i samej wieży – Babel etymologicznie oznacza „pomieszać”.

Dla nas istotny w tej historii jest jej schemat. Na początku wszyscy ludzie porozumiewają się jednym, wspólnym językiem. Prowadzi to następnie do zbyt wysokiego mniemania o sobie. Bóg podejmuje zatem działanie i miesza języki. Ostatecznie, w powstałym chaosie, dalsza współpraca okazuje się niemożliwa i ludzkość rozprasza się.

Co ciekawe, ludzkość podróżuje w kierunku zachodnim („wędrowali ze wschodu”) i osiedla się na równinie („napotkali równinę”). W tych dwóch informacjach zawarta jest idea oddalania się od Boga zarówno „w poziomie” (wschód – zachód), jak i „w pionie” (niebo/ziemia – równina).

Mam tę moc, koniec lockdownu

Zesłania Ducha Świętego nie trzeba chyba nikomu przypominać (zob. Dz 2,1-13). Od zmartwychwstania Jezusa minęło pięćdziesiąt dni. Spora grupa Jego uczniów wraz z Maryją siedziała zamknięta w Wieczerniku. Wypełniali w ten sposób polecenie Mistrza – nakazał im pozostać w Jerozolimie i „oczekiwać obietnicy Ojca” (por. Dz 1,4). Nagle zerwał się gwałtowny wicher i ukazały się im języki ognia, które rozdzieliły się pomiędzy zebranych. W efekcie uczniowie zaczęli mówić obcymi językami tak jak Duch im pozwalał, wyszli więc z Wieczernika i głosili Ewangelię na ulicach. W Jerozolimie trwało wtedy święto, sporo było więc pielgrzymów z całego ówczesnego świata – święty Łukasz wymienia kilkanaście narodowości. Każdy z przybyszów słyszy Ewangelię we własnym, ojczystym języku.

Ponownie zwróćmy uwagę na schemat opowiadania. W Jerozolimie obecne są tysiące pielgrzymów ze wszystkich stron rzymskiego świata, istny tygiel kulturowy i – co istotne – językowy. Uczniowie Jezusa natomiast zamknięci w Wieczerniku trwają na modlitwie w oczekiwaniu na dar Ojca. W ten zewnętrzny chaos wchodzi ze swoim działaniem Bóg. Posyłając Ducha Świętego sprawia (między innymi), że bariery językowe przestają mieć znaczenie. W pewnym sensie Bóg robi porządek w tym chaosie, naprawia bałagan, który istniał do tej pory. W ten sposób, symbolicznie, Ewangelia zaczyna docierać do wszystkich narodów.

Pomieszanie z poplątaniem

Uważny czytelnik dostrzeże, że oba teksty są jednocześnie podobne i niepodobne do siebie. Wspólny jest temat pomieszania języków, pewnego chaosu i bałaganu, który Pan Bóg celowo wprowadza (Babel) lub porządkuje (Zesłanie Ducha Świętego). Co zatem, tak naprawdę, łączy oba opowiadania?

Historia o darze Ducha Świętego jest przeciwieństwem historii o wieży Babel. Ludzie z kraju Szinear chcieli kształtować świat według własnych wyobrażeń, z egoistycznych pobudek i dla własnej chwały. Grzech ten spowodował oddalenie się od siebie i fiasko wspólnych planów. Pierwotny Kościół natomiast, trwając we wspólnocie modlitwy w Wieczerniku, otrzymuje Ducha Świętego, który jest mocą jednoczącą i budującą Kościół. Ponad miliard chrześcijan na całym świecie mówi dzisiaj przeróżnymi językami, dorasta w różnych kulturach i tradycjach, ale wszyscy razem tworzą jeden Kościół Chrystusa.

W chrześcijaństwie nie chodzi o to, by wszyscy byli tacy sami. Do „jednego języka” z miasta Babel nie ma już powrotu. Swoją różnorodnością mamy ubogacać całą społeczność, a nie powodować chaos i uniemożliwiać współpracę. Zadaniem Kościoła jest przekraczanie, a nie zwalczanie różnic, docieranie z Ewangelią do każdego.

Wspólny język to jeszcze nie wszystko

Na koniec przychodzi do głowy pewna refleksja. Żyjemy w XXI wieku, w czasach, gdy rolę takiego powszechnego, wspólnego języka spełnia język angielski. Uczy się go większość dzieci na świecie i dawno zastąpił on francuski w dyplomatycznych sferach. Wydawać by się mogło, że wszystko będzie już teraz w porządku, prawda? Przecież możemy się bez przeszkód dogadywać?

Doskonale wiemy, że to nieprawda. Wcale się lepiej nie dogadujemy. Czasem wręcz przeciwnie. Tak jak samo dłuto nie stworzy rzeźby a pędzel obrazu, tak też jeden wspólny, zrozumiały dla wszystkich język to jeszcze nie wszystko. Samo narzędzie nie wystarczy do osiągnięcia celu. Musimy mieć w sobie chęć porozumienia się, współpracy z innymi. Tak długo, jak nie będziemy naprawdę chcieli się dogadać, świat będzie pełen nienawiści i zła.

Podobno rozmową można załatwić wszystko. A zatem – rozmawiajmy!

Korekta: Joanna Ptasiewicz

Robert Żarnowski
Katecheta w szkole podstawowej, początkujący biblista, doktorant na UPJP2 w Krakowie. Poza Biblią najlepsza jest literatura kryminalna - Holmes, Poirot... Dewiza: "szatan boi się ludzi radosnych" (św. Jan Bosco)

Przeczytaj również

Comments

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Social media

Popularne