fbpx

„Wierzę, więc wyrzekam się rozumu” – o chorobie zwanej fideizmem

Przyglądając się różnym sporom religijnym, nietrudno zauważyć, że część katolików, a także ludzi niewierzących opowiada się za pewną formą fideizmu. W konsekwencji ci pierwsi albo nie potrafią, albo po prostu nie chcą rozmawiać na temat własnej religii. Ci drudzy z kolei sprowadzają katolicyzm do prymitywnego i irracjonalnego światopoglądu, który nie przystoi wykształconemu człowiekowi. Czy wiara faktycznie stoi w opozycji do tego, co racjonalne? Sprawdźmy to!

Podstawowym problemem fideizmu jest założenie, że wiara jest czymś przedracjonalnym. Oznaczałoby to, że katolik może jedynie afirmować, przeżywać lub co gorsza, narzucać innym swoje przekonania religijne. A w żadnym wypadku nie może się on o nie spierać i logicznie ich uzasadniać. Wiara jednak nie jest czymś przedracjonalnym, lecz ponadracjonalnym. A to zasadnicza różnica. Wszystko to, co określamy jako przedracjonalne, jest jakąś formą przesądu, naiwności czy głupoty. Natomiast wiedza, która przewyższa nasze zdolności obserwacji, przeprowadzania eksperymentów i intelektualnej refleksji, należy do domeny tego, co ponadracjonalne. Jest to więc wiedza, która przekracza nasz rozum, ale która nie stoi jednocześnie z rozumem w żadnej sprzeczności.

Jeśli na przykład chcę poznać drugą osobę, mogę się o niej dużo dowiedzieć dzięki własnej dociekliwości i logicznego myślenia. Mogę na przykład zwrócić uwagę na to, jak zachowuje się ona w różnych sytuacjach, jak wygląda jej profil na portalu społecznościowym czy też porozmawiać na jej temat z jej przyjaciółmi. Dzięki temu jestem w stanie stworzyć za pomocą samego tylko rozumowania pewien obraz tej osoby. Każdy chyba zgodzi się jednak z tym, że będzie to obraz dość powierzchowny.

Żebym jednak mógł nawiązać bliską więź z tą daną osobą, muszę w końcu wejść z nią w bezpośredni kontakt i zacząć słuchać jej samej. Kiedy odsłania przede mną to, co przeżywa, kiedy opowiada o swoich pragnieniach i motywacjach, muszę zdecydować, czy to, co słyszę, jest szczere czy nie. Nie jestem w stanie tego w pełni zweryfikować. Obdarzając ją jednak swoim zaufaniem i przyjmując jej słowa jako prawdziwe, obraz tej osoby staje się dla mnie dużo pełniejszy. Zdobywam nową wiedzę nie dzięki logicznemu wnioskowaniu, ale ufnej otwartości. Nie znaczy to jednak, że mój rozum zostaje zepchnięty na margines. Wręcz przeciwnie, staram się od tej pory lepiej rozumieć to, co usłyszałem, i oceniam, czy aktualna wiedza nie stoi czasem w sprzeczności z tą, którą zdobyłem wcześniej.

Przykład ten pokazuje, że na żadnym poszczególnym etapie poznawania konkretnego człowieka nie uległem nieracjonalności. Uznałem jedynie ograniczenia swojego rozumu (wiedza internetowa czy opinia znajomych) i otworzyłem się na to, czego sam nie byłbym w stanie nigdy poznać, gdyby ta osoba nie chciała się przede mną otworzyć. I to jest właśnie przestrzeń wiary, a mówiąc jeszcze dokładniej – jest to przestrzeń zaufania, do której dostęp ma również sam rozum. Musi on jednak najpierw uznać własną niewystarczalność, tak żeby ta intymna przestrzeń mogła jakkolwiek zaistnieć.

Bóg nie jest więc wyłącznie przedmiotem naszych racjonalnych dociekań, ontologiczną zasadą istnienia świata czy ukrytą przed naszymi oczami niewzruszoną transcendencją. Jest On również, a może przede wszystkim osobą, która ma imię i oblicze, i która mówi do nas w konkretny sposób. Każdy katolik powinien być więc po części filozofem i poszukiwać Boga o własnych siłach (rozum), i po części teologiem, pozwalając Bogu, aby sam dał mu się poznać (wiara):

„Za pomocą rozumu naturalnego człowiek może w sposób pewny poznać Boga na podstawie Jego dzieł. Istnieje jednak inny porządek poznania, do którego człowiek nie może dojść o własnych siłach; jest to porządek Objawienia Bożego. Na mocy swego całkowicie wolnego postanowienia Bóg objawia się i udziela człowiekowi. Czyni to, objawiając swoją tajemnicę, swój zamysł życzliwości, który odwiecznie przygotował w Chrystusie dla dobra wszystkich ludzi. Objawia w pełni swój zamysł, posyłając swego umiłowanego Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa, i Ducha Świętego (KKK 50)

Bóg w Jezusie z Nazaretu otwiera się przed każdym z nas, ale żebyśmy mogli usłyszeć Jego głos, nasz rozum musi przyjąć postawę modlitewnego milczenia. Następnie jednak, by w ogóle zaistniał autentyczny dialog wiary, umysł musi na nowo się zaangażować. Tego pierwszego ruchu brakuje u niewierzącego fideisty, który zagłusza głos Boga swymi niekończącymi się analizami. W konsekwencji sprowadza Go do zabobonnego przesądu. Drugiego kroku z kolei nie stawia wierzący fideista, który wprawdzie otwiera się na doświadczenie wiary, ale ze względu na swój uśpiony umysł nie jest w stanie zrozumieć Bożego słowa i tym samym w pełni na nie odpowiedzieć.

Wygląda na to, że tani fideizm lubuje się w krzykliwej logice i sentymentalnej pobożności, skutecznie przeciwstawiając jedno drugiemu.

Michał Ciechanowski
Absolwent teologii i filozofii. Na łamach LUX Portalu ze skarbca tradycji katolickiej chce wydobywać rzeczy nowe i stare. Największa słabość – twórczość Ratzingera i yerba mate.

Przeczytaj również

Comments

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Social media

Popularne