fbpx

Spracowana i uśmiechnięta. Wybrała ciszę.

Bóg mówi do duszy, która rezygnuje ze świata na rzecz ciszy. Mówi do duszy, która przestała składać wizyty by mówić, lecz została by słuchać.

Maria była wszędzie mile widziana. Uśmiechnięta i pomocna dziewczyna z małej miejscowości miała wielu znajomych. Mimo to nie przesiadywała u nich zbyt długo. Nie spędzała godzin na wspólnej herbatce, bo później tematy często schodziły na innych. Wiedziała, że to nie służy ani jej, ani innym. Po co więc poświęcać temu czas? – myślała. Potrafiła w odpowiednim momencie wstać i się pożegnać. Była bardzo skrupulatna, ale nie perfekcyjna. Śmiała się z rozlanej wody i potrafiła z rodzeństwem stworzyć z tego okazję do rodzinnych wygłupów.

W podejściu do drugiego człowieka była ciepła, wyrozumiała i serdeczna, ale nie głaskała słowem. Wyrażała się poprzez to, co robiła dla innych.

 Miała swoje zdanie. Było ono dziwne (według niektórych), bo nie zmieniało się co chwilę. Nie dostosowywało się do mody, nastrojów czy pory roku. Potrafiła je wyrazić i przy nim stać. Była odważna, ale łagodna.

Wstawała wcześnie rano by zadbać o ogień w kominku. Zależało jej, by pozostali budząc się mogli dać sobie czas na leniwą pobudkę w ciepłym domu. Znała mroźne pobudki ciemnych, zimowych poranków i nie chciała się tym podzielić. Samolubnie zostawiała te nieprzyjemności tylko dla siebie.

Widać było, że duch Marii nie pasował do ducha tego świata. Widać było również, że to właśnie Maria jest tą, która daje pokój ludziom ze świata, a nie na odwrót.

Szybko zrozumiała, że nie można mówić do kogoś, kto nie słucha. Zrozumiała też, że nie można oczekiwać słowa od kogoś, komu nie damy do niego dojść. Dlatego wcześnie rano, gdy dom jeszcze spał, a ogień trzaskał w kominku wyciszała się przy Słowie. To był jej czas. A w zasadzie ich. Nie znała bardziej budującego towarzystwa niż tego, którym cieszyła się codziennie rano. Towarzystwa samego Boga.

Szelest przewracanych stron, dźwięk zapalanej świecy i odgłos palonego drewna.

Z minuty na minutę nasiąkała coraz głębszym pokojem i miłością.

„Po czym poznaje się dobre towarzystwo? Po tym jak dobrze się czujesz przy tej osobie” – przeczytała pewnego dnia. „Ludzie nie zapamiętają Twoich słów, ale będą pamiętać jak się przy Tobie czuli.” Wiedząc to Maria wyrażała się często za pomocą wszystkiego, tylko nie słow. Była osobą, o której mówiono, ale która nie mówiła za wiele. Mówiły jej czyny, roześmiane oczy i spracowane ręce.

Żyła bardzo prosto, ale z tej prostoty przemawiała ogromna mądrość. Ludzie, którzy jej nie znali prostowali się na jej widok. Obserwowali ją pilnie, jakby chcieli spijać z jej postawy to, czego ten świat nie ma, a co jest niezwykle cenne. Starsi panowie ściągali czapki, chociaż młodsze pokolenie nie wiedziało już, dlaczego. Dało się czuć atmosferę, która się wokół niej wytwarzała.

Milczała przy stole, dając wypowiedzieć się wielomównym, ale nie szczędziła mądrości, którą dał jej Pan. Nie potrzebowała zasiadać na środku, chociaż otoczenie nie pozwalało jej krzątać się po kątach. Dbali o nią.

Kochała proste życie w trudnych warunkach. Cieszyła się z każdego, kogo mogła ugościć. Była piękna nie tylko wewnątrz i jak każda kobieta cieszyła się z komplementów. Trzeba jej było dojrzeć do tego, że jako stworzenie Boga jest po prostu piękna. Mimo tego zarumieniona spuszczała głowę w dół, dając włosy za ucho.

Rozmawiając z Marią odnosiło się wrażenie, że jesteśmy dla niej najważniejsi. Nie ma niczego innego prócz tutaj, teraz. „Liczysz się Ty, to co czujesz i to, że wyjdziesz stąd zbudowany. Zależy mi na Tobie” – zdawał się mówić ciepły uśmiech Marii.

Pokazuję Wam Marię, mając nadzieję że dostrzeżecie piękno jej życia. Mnie ono zachwyciło. Cieszę się, że tutaj jesteście i że mogę Was zaprosić do świata, o który dziś trzeba zawalczyć. To świat pełen wartości.

Wioletta Kurzydło
Wioletta Kurzydło
Filolog, miłośniczka natury. Najchętniej widzi się w ogródku z dobrą książką.

Przeczytaj również

Comments

Social media

Popularne